czwartek, 3 października 2013

WAKACYJNIE CZ 2

W ostatnią niedzielę spotkałam się z koleżanką i postanowiłam, że pojedziemy polną drogą w stronę Niechorza, a potem do Sępólna. Była piękna, słoneczna pogoda, więc rower między nogi i jazda!





 Potem nastąpiła zmiana kompana podróży. Razem z Pawłem pojechaliśmy w stronę Wysokiej. 2 razy droga poprowadziła nas do gospodarstw, więc musieliśmy się wycofać, wjechaliśmy w jakąś zarośniętą dróżkę, ale warto było, widoki naprawdę super.

 ścieżka, w którą wjechaliśmy











Dzień przed wyjazdem musiałam jechać jeszcze do Więcborka do fryzjera. Przy okazji poszłam na spacer nad jezioro.

Jezioro więcborskie




poniedziałek, 30 września 2013

PORTOBELLO ROAD

W sobotę odwiedziłyśmy Portobello Road. Super miejsce, jeżeli ktoś chce kupić antyki, biżuterie, stare torebki itp.  Miejsce jest tak duże, że spędziłyśmy tam ok 5h. Bardzo dużo wszelkiego formatu grajków, bardzo fajne, klimatyczne miejsce. Nam udało się kupić jedynie zegarki.
Na moje nieszczęście popsuła mi się karta pamięci od aparatu, więc utraciłam wszystkie moje zdjęcia z soboty. Zdjęcia poniżej zostały pożyczone od Ani za jej zgodą.
Tradycyjnie dzień zakończyłyśmy w naszej kawiarence :)










sobota, 28 września 2013

PUTNEY BRIDGE I TAMIZA


Pogoda w tym tygodniu nas rozpieszcza, więc postanowiłam udać się na pobliski Putney Bridge i zrobić parę zdjęć.











piątek, 27 września 2013

WAKACYJNIE CZ 1

Nie wiedziałam, że okolice Sępólna Krajeńskiego są tak piękne. Mając w sierpniu wolne popołudnia razem z Pawłem wsiadaliśmy na rower i zwiedzaliśmy. Dobrze w końcu się dowiedzieć, że w pobliskim lesie gniazdują bociany czarne. Niestety żadnego nie zobaczyliśmy.









Zdjęcie zrobione w Photoshopie :)












wtorek, 24 września 2013

PRACUJĄCA NIEDZIELA

Poprzedni tydzień był spokojny. Praca, szkoła, praca, szkoła. We wtorek poszłyśmy razem z Anią nad Tamizę a następnie dalej za Hammersmith, gdzie jak się okazało były polskie sklepy, kawiarnie, nawet księgarnia i biblioteka. Wieczorami dobry humor gdzieś uciekał, nic tylko usiąść i ryczeć. Widocznie taki tydzień...
W sobotę jako, że miałyśmy mało czasu udałyśmy się na zakupy. Już więcej na nie nie pójdę, bo tylko kasę tracę. Ja- największy Żyd, nie mam pieniędzy! Monika, Asia, uwierzycie w to? ;) Po południu upiekłam babkę. Oczywiście coś mi znowu nie wyszło, bo nie znalazłam margaryny w sklepie, więc robiłam na maśle i dodałam za dużo proszku do pieczenia. Ale dało się zjeść. Rodzinka była zachwycona, dla nich to nowość, bo nikt w domu placków nie robi, ale i tak musiałam dzisiaj ją zamrozić. Nie chcą to nie.


Pod wieczór pogadałam na skypie z moja rodzinką, bo wreszcie mają internet w domu. Zaczęły się Mistrzostwa Europy w siatkówce mężczyzn, więc śledzę na bieżąco poczynania naszej reprezentacji.
Niedziela za to była pracująca. Hości polecieli do Dublina na mecz i zostałam sama z dzieciakami. Trochę się obawiałam, czy dam radę, ale dzień był naprawdę udany. Najstarsza odrabiała lekcje, z młodym pograłam w piłkę w kuchni, a najmłodsza oglądała bajki. Potem lunch, plac zabaw, kino z przyjaciółką hostki i jej dziećmi, powrót do domu, film i dobranoc. Hości wrócili krótko po 22.
A w poniedziałek? Zwłoki młodego i najmłodszej. Tak byli zmęczeni :) Ja szczerze mówiąc tez cały dzień chodziłam zmęczona i niewyspana.
Dzisiaj mamy w Londynie piękny i słoneczny dzień! Aż żal siedzieć w domu, więc poszłyśmy z Anią nad rzekę, poplotkowałyśmy, zjadłyśmy sałatkę, którą Ania zrobiła. Reszta dnia taka jak zwykle.
Zdjęcia zrobione zostały podczas dzisiejszego spaceru z psem.






środa, 18 września 2013

ZWIEDZANIE

W niedzielę jednak nie poszłyśmy na polski weekend. Wybrałyśmy się pozwiedzać Londyn. Tym razem pojechałyśmy autobusem- było po prostu taniej. Pogoda była nie najgorsza. Wysiadłyśmy przy Piccadilly Circus i poszłyśmy w stronę St James Park, dalej na Trafalgar Square do Nationall Gallery. Nie zabawiłyśmy tam długo, bo oglądanie obrazów nie jest naszą pasją. Udałyśmy się do naszej ulubionej jak na razie kawiarni Caffe Nero






Oczywiście pogoda musiała się zepsuć, jakżeby inaczej. Uznałyśmy z Ania, że czas ruszyć nasze szanowne 4 litery i wyjść na deszcz. Pospacerowałyśmy trochę po parku, zwiedziłyśmy Buckingham Palace.

 Wiewiórek jest dosłownie pełno i są brzydsze niż nasze "polskie"



Miałyśmy szczęście, bo przez przypadek ujrzałyśmy autobus, który jedzie na Hammersmith. Weszłyśmy jeszcze do jednego sklepu, wracamy się na przystanek, czekamy na autobus- jedzie i... się nie zatrzymał. Haha. To nie Polska, gdzie autobus zatrzymuje się na każdym przystanku, tylko trzeba wystawić rękę, żeby kierowca widział, że chcesz wsiąść. Następnym razem 2 blondynki będą wiedzieć :)
Postanowiłyśmy zakończyć nasz dzień wizytą w pubie. Spróbowałyśmy angielskiego piwa. Jest mniej gazowane i ma mniej % , polskie lepsze. No ale to był nasz 1 raz, zobaczymy jakie będą inne angielskie piwa :)