piątek, 3 stycznia 2014

SYLWESTER

Nigdy szczególnie nie przepadałam za Sylwestrem. Kiedy okazało się, że w ten dzień będę pracować nie miałam nic przeciw. Po południu przyszła hostka i oznajmiła, że jednak zostają w domu i mam wolny wieczór. Tak więc poszłyśmy z Anią pod Big Bena. Ludzie dopiero przychodzili wspólnie świętować Nowy Rok, zapach maryśki towarzyszył nam na każdym kroku. Oczywiście nie mogło zabraknąć Hary Kryszny. Na Trafalgar Square czekałyśmy na Ani znajomego. Niestety na plac weszłyśmy bez problemu, ale już wyjść nie zdołaliśmy. Wszystkie wejścia były pozamykane. 10cio minutowy pokaz fajerwerków oglądaliśmy na telebimie. Potem ludzie zaczęli opuszczać plac, a my znaleźliśmy darmowy pub, gdzie spędziliśmy ok 3h. Powrót do domu (darmowy) zajął mam ponad godzinę. O 5 zlądowałam do domu. Podsumowując- było lepiej niż się spodziewałam, nie licząc faktu, że dzień następny to była walka ze zmęczeniem w pracy.


Wracaliśmy przez Soho, gdzie nadal było 
bardzo dużo ludzi

środa, 1 stycznia 2014

ŚWIĘTA

Nie ma to jak święta w Polsce z rodziną, która nie wiedziała kiedy zawitam do domu. Najbardziej zaskoczona była moja mama, która nawet uroniła łezkę :P Czas spędzony w domu minął zdecydowanie za szybko. Wstawałam o 10, zanim się ogarnęłam było już południe, potem znowu błogie lenistwo a wieczory spędzałam z Pawłem i znajomymi. W poniedziałek spotkałam się z Asią na ploty i o 16 już miałam lot z Bydgoszczy. Zanim doleciałam i dojechałam dwoma autobusami do domu z okropnym bólem głowy i pustym żołądkiem była 21.
Przed moim wyjazdem do domu host rodzinka była dla mnie baaardzo miła. Widać było, że żałują, że wyjeżdżam. Dostałam prezenty od dzieciaków i hostów, a kiedy wszyscy byli w swoich pokojach położyłam upominki pod choinką. Maluchy dostały po książce a hości belgijskie czekoladki.
Kiedy wróciłam od razu zaczęły opowiadać co dostały. Zaciągnęły mnie do pokoju i pokazały stół do ping-ponga :) Swoją drogą nigdy w to nie grały, ale jak pokazały co potrafią to byłam pod wrażeniem. Tak więc gramy, Polska - Irlandia. Na ten czas Polska bezlitośnie ogrywa przeciwnika:)

niedziela, 15 grudnia 2013

WINTER WONDERLAND

Wreszcie i ja zawitałam do słynnego Winter Wonderland. Biorąc pod uwagę zeszłotygodniową nieudaną próbę odwiedzenia tego miejsca (długaśna kolejka), po 11 już byłam na miejscu. Myślałam, że nie będzie o tej porze zbyt wielkiego tłumu. A jednak. Dla rodzin z małymi dziećmi i dla osób chcących zjeść coś dobrego, wypić piwo, czy grzane wino w gronie znajomych to jest naprawdę fajne miejsce. Ale mnie nie przypadło do gustu. Za dużo ludzi. Nie wyobrażam sobie być tam w godzinach popołudniowych i przeciskać się przez ten tłum. Dodać jeszcze ceny jakie sobie naliczają sklepikarze za rożnego rodzaju duperele też nie zachęca. Jednym słowem fajne miejsce, ale nie dla mnie. Dość szybko opuściłam to miejsce.
Dalej zrobiłam sobie spacerek po Hyde Parku, dalej na Kensington High St na ostatnie świąteczne zakupy i do domku na babysitting.
A jutro kolejna niedziela pracująca. W sumie to i dobrze, bo zapowiadają deszcze.




Na Portobello Road takie wisiorki 
można kupić za 4f














piątek, 13 grudnia 2013

ONE DAY

Przedstawiam Wam najlepszy soundtrack jaki kiedykolwiek słyszałam, stworzony przez Rachel Portman. Pochodzi on z filmu "One day". który gorąco polecam. Nie będę tutaj opisywać fabuły, bo nie ma to najmniejszego sensu. Dla zachęty powiem tylko, że główni aktorzy to Anne Hathway i Jim Sturgess.
Mam nadzieję, że muzyka jak i film przypadną Wam do gustu.



wtorek, 10 grudnia 2013

OXFORD STREET

W sobotę wybrałam się na świąteczne zakupy na Oxford Street. Przed południem już podziwiałam dekoracje świąteczne i zastanawiałam się co by tu jeszcze kupić. Na szczęście nie było dużego tłoku, więc mogłam swobodnie krążyć między sklepowymi półkami. Gorzej zrobiło się dopiero jakoś po 13. W Primarku to było chyba więcej ludzi niż towaru na półkach...








Miałam w planach także odwiedzić Winter Wonderland, ale jak zobaczyłam OGROMNĄ kolejkę, żeby  w ogóle się tam dostać to stwierdziłam, że nie jest to warte nawet funta kłaków. Pójdę za tydzień.



 W drodze powrotnej przejeżdżałam koło Harrodsa i zastanawiałam się czy jak ktoś w tym tłumie się przewróci to ma szanse na przeżycie? A potem powstało następne pytanie: Czy ktoś wogóle ma szanse sie przewrócić?

W niedzielę za to pracowałam. Hości poszli na christmas dinner do znajomych. Miałam do opieki 3. moich pociech + kolega chłopca, ale za to pomagała mi ich była opiekunka. Zabukowali nam bilety na "Frozen". Uwielbiam bajki i chyba ja z nich wszystkich najbardziej się cieszyłam. A bajka genialna :) Dla najmłodszej chyba za straszna bo po 20 minutach już siedziała u mnie na kolanach i zakrywała oczy ze strachu :). Potem okazało się, że zamiast pracować do 16-17, hości przyjechali dopiero przed 20... No ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło;)

czwartek, 5 grudnia 2013

Coś mam ostatnio pecha odnośnie jedzenia. W poniedziałek zjadłam makaron z sosem carbonarra na lunch i pech chciał, że najstarsza chciała właśnie to zjeść na obiad. I był ryk, ale hostka powiedziała, że pies to zjadł. Potem wyrzuciłam stare babeczki, bo nikt od 3dni ich nie jadł i znowu najstarsza sobie o nich przypomniała.Stwierdziła jednak, że wszystkie zostały zjedzone w niedzielę.
W środę skończyłam szkołę w englishhouse i mam teraz więcej czasu. Powiedziałam więc hostce, że jak chce to pomogę jej sprzątać przed świętami, czy wyjść z psem na spacer. Bardzo się ucieszyła, a mi dodatkowe pieniądze też się przydadzą. Tak więc chodzę z psem na spacer i pomagam sprzątać. Im bliżej do świąt tym czas szybciej mija. Dzisiaj i w piątek mam babysitting, sobota wolna, a w niedzielę pracuję.
Dobranoc :)

niedziela, 1 grudnia 2013

HARRODS

Dobrze, że ten tydzień już się skończył, bo był jednym z najgorszych jakie tutaj spędziłam. A to wszystko za sprawą choroby, która mnie dopadła- infekcja nerek. Cały tydzień byłam na lekach p-bólowych, w wolnym czasie zamiast robić to co zwykle leżałam w łóżku przez pół dnia i próbowałam zasnąć.
W sobotę poszłam razem z au pair z Francji na drzwi otwarte do collegu. Uwielbiam to, bo zawsze dostanie się darmowy prezent- tym razem były to słuchawki :). Dowiedziałyśmy się co nieco o kursie i umówiłam się na wstępny egzamin na 10grudnia. Przez resztę dnia zbierałam siły, a wieczorem babysitting.
Dzisiaj w końcu trzeba było wybrać się na świąteczne zakupy do Harrodsa. Sklepy z najwyższej półki, ceny kosmiczne. Biedna au pair może sobie tylko na to wszystko popatrzeć i pomarzyć, ewentualnie dotknąć. Kupiłam tylko i aż herbatę w ładnej puszce z napisem Harrods dla każdej z rodzin.







Taka tam sukienka za 800f

Niestety ta przepiękna sukienka nie miała ceny,
ale na pewno kosztowała fortunę

Po zmierzchu budynek wygląda przepięknie


Z ciekawszych rzeczy pożyczyłam sobie biurko z hallu (hostka myślała o innym, ale nie robiła problemu), wreszcie mam naprawione światło w pokoju i w środę kończę lekcję angielskiego w englishhouse. To tyle na dzisiaj
Dobranoc :)