wtorek, 12 listopada 2013

OXFORD

Nadszedł czas zwiedzić coś innego niż Londyn. We trójkę- ja, Ania i Paula wybrałyśmy się do Oxfordu. Oczywiście nie obyło się bez przeszkód. Najpierw podałam Pauli złą godzinę odjazdu (zamiast 8 to 7), potem okazało się, że metro otwierane jest dopiero przed 7. Kiedy już dotarłyśmy na Victoria Bus Coach żaden autobus nie jechał do Oxfordu, (jak się później okazało przystanek jest koło Victorii). Jakimś cudem w końcu zaczęłyśmy naszą wycieczkę.
2 godziny jazdy minęły bardzo szybko. Pogoda nam dopisała- było słonecznie, ale mroźno. Spotkałyśmy się z Martyną, au pair z Oxfordu. Oprowadziła nas po centrum. Tak naprawdę miasto jest bardzo małe, ale przepiękne.

Zwiedzanie rozpoczęłyśmy od skrzyżowania Carfax, gdzie znajduje się Carfax Tower, skąd rozciąga się panorama miasta.

Następnie zwiedziłyśmy (niestety tylko od zewnątrz) Radcliffe Camera

Uwagę zwraca duża ilość rowerów na ulicach.

W każdej uliczce znajdzie się coś ciekawego np. taki mostek łączący 2 szkoły-Hertford Bridge

Oxford Castle Unlocked

Ashmolean Museum (bardzo ciekawe miejsce- nie dość, że za darmo to jeszcze można było się tam ogrzać :))

A na koniec poszłyśmy do Christ Church, w głównej mierze ze względu na  Harrego Pottera ( wstęp 7f).

Jadalnia -to tutaj były nagrywane sceny jak Harry i reszta byli przydzielani do poszczególnych domów. W rzeczywistości jest to bardzo mała sala, a kolejka żeby się tam dostać jest spora.

Pamiętacie schody na których pierwszoroczniacy czekali na Profesor Mcgonagall, wtedy też Harry poznał Malfoya

Do Londynu wróciłam zmęczona ale szczęśliwa. Dodam jeszcze, że cała wycieczka kosztowała mnie niecałe 30f (14f za busa i reszta na przyjemności)

niedziela, 10 listopada 2013

NOWA AU PAIR, CENTRUM

Wtorek- spotkałam się z nową au pair z Krakowa, która mieszka prawie naprzeciwko mnie. Jest w moim wieku i też jest blondynką :P Wzięłam ją na spacer i pokazałam jej naszą okolicę. W końcu trzeba kogoś nowego poznać, a że to Polka to tym bardziej jestem ucieszona :P
Przez resztę tygodnia nie działo się nic ciekawego, poza remontem w naszym domu, ciągle był hałas, ciągle przychodzili robotnicy i czegoś chceli
Piątek- popracowałam z rana, potem poszłam do szkoły. Po szkole zaczęłam robić pizzę i okazało się, że wszyscy zlądują w domu dopiero przed 19. Lepiej być nie mogło :) Przynajmniej poplotkowałam  z Gosią (sprząta u nas) i spokojnie zrobić aż 12 małych pizzerek :)
Sobota- poszłyśmy na drzwi otwarte do collegu, okazało się, że taki kurs angielskiego od stycznia jest bardzo drogi. Następnie wybrałyśmy się na Regent Street, gdzie miała odbyć się parada, ale jako że byłyśmy z nową au pair moją nową sąsiadką poszłyśmy pokazać jej Trafalgar Square, London Eye i Big Bena.Gdy wracałyśmy wpadłyśmy na straszne korki, więc wysiadłam z autobusu i oczywiście się zgubiłam. Na szczęscie spóźniłam się tylko 10minut na umówioną z hostką godzinę. Wieczór minął spokojnie, dzieciaki grzecznie poszły spać. A niedziela pełna wrażeń...


wtorek, 5 listopada 2013

STARA KSIĘGARNIA

Na tej samej ulicy co moja szkoła znajduje się księgarnia ze starymi książkami po bardzo niskiej cenie. Zawsze miałam pecha, bo za każdym razem jak wracałam z zajęć to była zamknięta. Aż pewnego razu poprosiłam Anię, żeby mi dala znać, czy będzie otwarta, kiedy będzie wracać ze szkoły. No i w końcu się doczekałam. W te pędy pobiegłam zobaczyć jak się prezentuje w środku. A tam tyle pięknych, starych książek. Zaczęłam szukać kryminałów Agathy Christie. Ale w pierwszej kolejności natknęłam się na Sherlocka Holmesa. Gruba kniga za jedyne 2f. Taka okazja nie może przejść obojętnie koło mojego nosa. Następnie odwróciłam się i ujrzałam 2 kupki książek królowej kryminałów. Najchętnie kupiłabym wszystkie książki, ale potem rozsądek przedarł się przez chwilowe zaćmienie mojego umysłu i podpowiedział, że nie będzie miejsca w mojej walizce, więc wzięłam jeszcze tylko autobiografię Agatki za jedyne 3f.



tą ostatnia książkę na zdjęciu kupiłam na bazarze 
starych książek nad Tamizą



czwartek, 31 października 2013

HALLOWEEN

 Poniedziałek miałam cały wolny, ale prawie cały dzień przeleżałam w łóżku bo byłam dziwnie zmęczona. We wtorek były moje urodziny. Rodzinka przyjechała, złożyła życzenia, dała prezent. Dzieciaki chyba się za mną stęskniły, bo zaczęły opowiadać co dostały i jak było. Mi też już ich brakowało. Poza tym źle się czułam, złapałam jakiegoś wirusa. Nie muszę opowiadać co się działo z moim żołądkiem. W środę pół dnia spędziłam w łóżku.
 A dzisiaj Halloween. Ach ten słynny Halloween. W sumie nie było tak źle. Dekorować dom zaczęliśmy dopiero wczesnym popołudniem. Ok 17 poszliśmy do sąsiadki i zaczęło się chodzenie po ulicach i pukanie do domów. Ja wróciłam do swojego, rozdawałam słodycze i robiłam zdjęcia. Dzieciaków na ulicach od zatrzęsienia, wszystkie poprzebierane w lepszy lub gorszy sposób. Słodycze po jakiś 30 min się skończyły, trochę ogarnęłam kuchnię i poszłam na obiad do sąsiadki, gdzie była moja rodzinka. Szczerze mówiąc nie poczułam tej atmosfery, może dlatego, że u mnie w domu przygotowania rozpoczęły się tak późno. Mimo to dzień zaliczam do udanych.






Harry Potter jak dla mnie wygrywa wszystko :)



poniedziałek, 28 października 2013

WORCESTER

Ostatni tydzień był w miarę spokojny. Mimo, że chłopiec zaczął ferie nie pracowałam dłużej.
We wtorek razem z Anią poszłyśmy do kina na "Wałęsa. Człowiek z nadziei". Bardzo fajny film, polecam.
W piątek miałam egzamin w szkole, bardzo prosty. Rano moja rodzinka wyjechała do Dublina do rodziny więc miałam 4 dni wolnego, ponieważ wracają dopiero we wtorek. Postanowiłam odwiedzić moją kuzynkę w Worcester. Zdecydowałam się pojechać megabusem, bo jest najtańszy. W porównaniu z pociągami, jadąc megabusem w dwie strony zapłaciłam mniej niż jadąc pociągiem w jedną tylko stronę. Byłam z megabusa bardzo zadowolona.
Worcester to miasto położone nad rzeką Severn, ok 50km od Birmingham liczące ok 94tys. mieszkańców, . Jest tam kilka atrakcji wartych zobaczenia. Niestety nie mam zbyt dużo zdjęć, ponieważ Zuzia spełniała się w roli fotografa i fotografowała dosłownie wszystko.





Jedną z największych atrakcji miasta jest słynna katedra w Worcester. Datowana jest na XIIIw. i jest jedną z najpiękniejszych katedr w Anglii. W środku znajdują się przepiękne witraże i dużo grobowców m.in. króla Jana bez Ziemi, którego Anglicy nienawidzili, oraz brata Henryka VIII.(dzięki czemu nie została ona zniszczona przez króla).









Do Londynu wróciłam w niedzielę wieczorem. Oczywiście nie obyło się bez przeszkód w metrze. Moja Oyster card nie chciała mnie wpuścić przez bramkę (na pewno skończyły mi się na niej pieniądze), więc byłam tak bezczelna, że szłam za ludźmi przy bramkach, dzięki temu dojechałam do domu za free.
Dzisiaj jestem dokładnie 2 miesiące w Londynie. Jak ten czas szybko tutaj mija... Jeszcze trochę a już będę się pakować na święta do domu i zastanawiać się co by tu kupić rodzinie. Miałam tyle ambitnych planów na dzisiaj a wylądowałam w łóżku na pół dnia, przynajmniej będę wyspana i gotowa do pracy :)

wtorek, 22 października 2013

KINGS CROSS, HARRY POTTER

Jako, że jestem wielką fanką Harrego Pottera postanowiłam z Anią 0w niedzielę odwiedzić Kings Cross.


Słynny most z I części H.P.


Akurat nagrywali jakiś film. Śmiesznie to wyglądało, 1 peron przerobiony na potrzeby filmu,a kilka metrów dalej nasza rzeczywistość.

Następnie udałyśmy się do sklepu z gadżetami z filmu.




Obok sklepu znajduje się słynny znak platformy 9 i 3/4 wraz z wózkiem na bagaż, który znika w ścianie. Po odstaniu w kolejce można sobie zrobić takie oto zdjęcie.


Zachaczyłyśmy jeszcze o Oxford Street. Nie zabawiłyśmy tam długo, bo zaczęło padać. Ludzi na ulicach baaardzo dużo. Nie straszny im nawet deszcz.




niedziela, 20 października 2013

BLONDYNKA W MIEŚCIE

Poniedziałek- po szkole postanowiłam wybrać się do centrum handlowego w poszukiwaniu kaloszy. W TK Maxx znalazłam Huntery za 50f, ale jakoś nie przekonały mnie do siebie.





 Znalazłam za to w Office fajne czarne kalosze, niestety muszę poczekać do wypłaty. W drodze powrotnej zgubiłam się.... Zamiast skręcić z głównej ulicy to ja szłam prosto i masz babo placek! Szłam, szłam, szłam aż doszłam do jakiegoś lasu, zostało pół godziny do rozpoczęcia pracy a ja nie wiem gdzie jestem. Pięknie. Dzwonię do hostki, czy mogę się spóźnić jakąś godzinę bo się zgubiłam. Na szczęście nie była zła. Zaczepiłam kobietkę, kazała mi się wrócić, potem jeszcze z samochodu mówi: "na tych światłach skręć w lewo :)" Grzecznie podziękowałam, włączyłam mój najszybszy bieg i spóźniłam się tylko pół godziny. Ufff. Rodzinka przyszła jakieś 20 min później.



Wtorek- Razem z Anią spotkałyśmy się z au pair z Francji. Dziewczyny mieszkają na tej samej ulicy. Bardzo miłe spotkanie, niestety krótkie bo zaczynałyśmy pracę 2h wcześniej.
Sobota- Pracowałam do południa, z czego bardzo się cieszę, bo dostałam extra money- więcej niż się spodziewałam :) Po południu wybrałam się na spacer na drugą stronę rzeki. Następnie kawa i do domu na babysitting.